Bochaterowie

poniedziałek, 9 marca 2015

Rozdział 3 " -Czy tego chcesz czy nie chcesz, zrobimy to!"

Obudziłam się jak zwykle przed całym światem.Wykonałam wszystkie rutynowe czynności, które każdy normalny człowiek robi każdego dnia rano i poszłam pobiegać.Mimo, że było późne lato dzień do końca jeszcze nie wstał, a na ulicach panował półmrok i mgła, a wszystko przez pogodę.Padał deszcz.Lubiłam kiedy padało.Wydawało mi się, że ja ten deszcz czuje.Uśmiechnęłam się sama do siebie i zaczęłam biec moją tradycyjną trasą służącą do treningów.Biegłam przed siebie dość szybko.Po drodze nie minęłam nikogo, bo i kto normalny wstaje w sobotę o tak wczesnej porze?Dopiero po półgodzinnym biegu na swojej drodze napotkałam jakąś postać, która zbliżała się do mnie w szybkim tempie.Przez mgłę nie rozpoznałam jej od razu.Dopiero kiedy mijałyśmy się zdałam sobie sprawę, że jest to moja przyjaciółka Rosalia.Uniosłam jedną brew w geście zdziwienia i zatrzymałam się.
 -Rose! - Krzyknęłam.Dziewczyna odwróciła się i podbiegła do mnie uśmiechając się wesoło.
 -Co ty tu robisz? - Zapytałam ani na chwilę nie przestając truchtać w miejscu.
 -Postanowiłam prowadzić zdrowy styl życia - Zaśmiała się rudowłosa, a mój głos jej zawtórował.Już po chwili biegłyśmy razem w jednym kierunku.Obydwie trochę zwolniłyśmy tempo aby móc porozmawiać.
 -Dawno się nie widziałyśmy - Wysapała Rose nie patrząc na mnie.
 -Trzeba to nadrobić - Uśmiechnęłam się lekko.Kątem oka zobaczyłam jak przyjaciółka w odpowiedzi kiwa twierdząco głową.
 -Może dzisiaj? - Zaproponowała, a ja przez kilkanaście sekund nie odpowiadałam próbując przywołać w głowie mój dzisiejszy plan dnia.Kiedy już to zrobiłam wywróciłam teatralnie oczami.
 -Sorry, dzisiaj nie mogę.Obiecałam chłopakom, że przyjdę na ich koncert - Powiedziałam przerywając swoją wypowiedź ciężkim i głębokim oddechem.
 -Ale...mam dwa bilety, chodź ze mną - Dodałam po chwili.
 -A David? - Ludzie, czy każda rzecz, nawet zwykła rozmowa, musi akurat teraz, kiedy się z nim pokłóciłam mi o nim przypominać?
 -Pokłóciłam się z nim.Widzimy się dzisiaj o 18:45 obok parku - Powiedziałam chcąc w pewien sposób zakończyć ten temat.Skręciłam w boczną uliczkę prowadzącą do mojego domu.

 -Mamo, wszystko dobrze? - To było najgłupsze pytanie jakie mogłam zadać.Kiedy weszłam do domu ona siedziała na swoim łóżku, nienaturalnie blada, z podkrążonymi oczami i trzymała się za serce, a z nosa ciekła jej krew.Pobiegłam do kuchni z zawrotną szybkością i po chwili znalazłam się przy niej robiąc jej zimny okład na kark i czoło.Podałam jej chusteczkę żeby wytarła sobie nos, pomogłam wstać i zaprowadziłam do łazienki.Krew nie przestawała lecieć.Żeby było jeszcze gorzej kolejny strumień czerwonego płynu wydobył się z jej ust.Nie wiem ile to trwało, ale na pewno bardzo długo.Kiedy krwotok ustał mama położyła się do łóżka, a ja podałam jej gorzkiej herbaty.Wyglądała okropnie.Siedziałam przy niej do samego wieczora, co jakiś czas wycierając niewielki strumień krwi, który popłyną z jej nosa.Kiedy na zegarach wybiła 17:30 westchnęłam głęboko.Stanęłam przed dylematem.Danego słowa trzeba dotrzymać, ale przy chorej mamie też trzeba siedzieć i jej pomagać.
 -Mamo, ja muszę teraz wyjść - Starsza kobieta pokiwała twierdząco głową.Nie była na mnie zła za to, że ją zostawiam, ani smutna.Była wyrozumiała, zawsze.
 -Postaram się wrócić jak najszybciej, po prostu komuś coś obiecałam - Starałam się tłumaczyć.Było mi strasznie głupio, że wybrałam jakiś koncert, ale co mogło jej się stać przez te kilka godzin?Krwi już prawie nie było, mama mogła chodzić, mówić, nie było źle.
 -Idź i baw się dobrze- Uśmiechnęła się do mnie łagodnie.Chciałam odpowiedzieć jej tym samym, ale nie potrafiłam.Poza tym nie wiem czy chciałaby ujrzeć na mojej twarzy sztuczny uśmiech.Poszłam do swojego pokoju, aby przyszykować się do wyjścia.Wzięłam szybki prysznic, umyłam włosy, które po ich szybkim wysuszeniu wyglądały jak kupa siana.Taka dola dziewczyn z kręconymi włosami.Po uczesaniu wyglądały całkiem fajnie.Nałożyłam na siebie czarne, grube rajstopy, jeansowe spodenki i czarną koszulkę z krótkim rękawem, trochę na mnie za dużą, ale za to moją ulubioną.Zrobiłam sobie lekki makijaż, w którym najważniejsze były usta.Pociągnęłam je krwisto-czerwoną szminką.Użyłam jeszcze moich ulubionych perfum i byłam gotowa.Pożegnałam się z mamą, nałożyłam buty i wyszłam z domu.Szłam szybko, bo do umówionej godziny miałam dokładnie 4 minuty, a park nie znajdował się zbyt blisko.Kiedy doszłam na miejsce Rose już tam była.Po jej minie widziałam, że nie jest zbyt zadowolona z tego, że się spóźniłam.
 -Przepraszam - Mruknęłam i zaczęłam iść w stronę błoni, na których miał odbyć się koncert.Błonie znajdowały się kilka minut drogi od miasta.Doszłyśmy tak po jakiejś godzinie, ale do rozpoczęcia koncertu było jeszcze trochę czasu.Wszędzie było pełno ludzi poubieranych w skóry i inne tego typu rzeczy.Po ziemi walały się butelki po piwie i niedopałki papierosów.Mimo, że do głównej gwiazdy wieczoru zostało jeszcze dobre dwadzieścia minut fani chłopaków już kłębili się pod samą sceną aby zająć sobie jak najlepsze miejsca.
 -Kurde, aż ci zazdroszczę, że grałaś w ich teledysku - -Powiedziała Rose łapiąc mnie za rękę i przeciskając się przez tłum bliżej sceny.
 -W sumie to są całkiem fajni, tylko dużo narzekają - Odpowiedziałam po drodze patrząc przepraszającym wzrokiem na jakąś szczuplutką blondyneczkę, którą potrąciłam przeciskając się między nią, a jej chłopakiem.Oparłyśmy się o barierkę oddzielającą publiczność od sceny w oczekiwaniu aż chłopcy pojawią się na scenie.scenie. Rosalia uważnie rozglądała się dookoła jakby kogoś lub czegoś szukała.
 -Czego tak szukasz ? -Zagadnęłam podążając za jej wzrokiem.Nie odpowiedziała.Zdaje się, że chyba nawet tego nie usłyszała.Po chwili odwróciła się w moją stronę mak oparzona.
 -Patrz, David! - Odruchowo spojrzałam w tamtą stronę.Rzeczywiście, był tam razem z kolegami i jakąś pindzią z cyckami na wierzchu która śliniła się do niego.On też mnie zauważył.Od razu odwróciłam wzrok.Rose patrzyła na mnie "tym" wzrokiem.
 -Viki, co się stało? - Westchnęłam głęboko.Na szczęście niemalże w tym samym momencie na scenie pojawili się Gunsi.Nie musiałam już odpowiadać, Rose i tak pewnie by nie usłyszała, bo wszystkie inne dźwięki zagłuszyłaby gitara Slasha.Wszyscy zaczęli skakać, krzyczeć, piszczeć.Dokładnie widziałam uśmiech chłopaków kiedy zobaczyli reakcje publiczności.Sprawiało to im wielką przyjemność.przyjemność. Izzy mnie zauważył.Puścił do mnie oczko na co ja odpowiedziałam uśmiechem.Koncert zaczął się na dobre.Cała masa fanów zespołu wtórowała Axlowi, który na scenie robił prawdziwe show.Z resztą nie tylko on.Slash jak to miał w zwyczaju wariował z gitarą, Steven walił w bębny tak mocno, że wydawałoby się, że zaraz cała perkusja się rozleci.Jednym słowem mówiąc było genialnie.Po półtorej godziny grania chłopcy zarządzili przerwę zapewniając, że wrócą za dwadzieścia minut.Niektórzy ludzie odeszli od sceny w poszukiwaniu wodopoju, inni zostali pilnując swoich miejsc.Rose oznajmiła, że powinna już wracać.W sumie ja też powinnam, przecież zostawiłam w domu samą chorą mamę.
 W ostateczności odprowadziłam ją kawałek.Kiedy wracałam pod scenę poczułam na biodrach czyjś dotyk, a raczej silny uścisk.Ktoś przywarł do moich pleców i wysapał mi do ucha.
 -Czy tego chcesz czy nie chcesz, zrobimy to! - -Rozpoznałam głos Davida, chociaż bardzo zmieniony.Do moich nozdrzy dostał się ostry zapach alkoholu.Szarpnęłam, ale jego uścisk nie rozluźnił się.
 -Zostaw mnie, kretynie! - Krzyknęłam.W odpowiedzi usłyszałam tylko jego śmiech.Zaczęłam krzyczeć i się szarpać, jednak moja siła była niczym w porównaniu z siłą Davida dodatkowo wzmocnioną jeszcze solidną dawką alkoholu.Usłyszałam dźwięk rozpinanego rozporka.Chłopak oparł mnie o drzewo, a sam przywarł do mnie zachłannie mnie całując i próbując zdjąć ze mnie bluzkę.Krzyczałam z całych sił, kopałam go, biłam pięściami po plecach, gryzłam, wyrywałam się, płakałam.Uderzył mnie w twarz rozcinając łuk brwiowy.
 -Nie szarp się, suko! - Krzyknął wykręcają mi rękę.
Byłam bezsilna.Wsadził mi łapy pod bluzkę, która przy okazji uległa destrukcji.
 -Przestań!David, proszę! - Teraz już błagałam.W oka mgnieniu wszystko wróciło.Cały ten koszmar, który miał się już nigdy nie pojawić.Poczułam ból na udzie.Kątem oka widziałam jak rozrywa moje rajstopy i próbuje zdjąć ze mnie spodenki.Moje plecy przylegały do szorstkiej kory drzewa tak mocno, że czułam jak stróżki krwi ociekają mi po plecach.David złapał mnie za włosy.Pisnęłam z bólu opadając na ziemię.Znowu poczułam jak jego ręka owija się o pasmo moich włosów i mnie podnosi.Złapał mnie za ramię, chyba z całej siły.Udało mu się zdjąć moje spodenki.Widziałam jak zsuwa swoje spodnie do połowy kolan.

czwartek, 5 marca 2015

Rozdział 2 "-Dlaczego nie możesz być taka jak inne dziewczyny?"

 - Hej Rose.Dzwonię żeby ci podziękować za tą fuchę z teledyskiem. - Powiedziałam do słuchawki stukając paznokciem w plastikową szybkę butki telefonicznej i śledząc wzrokiem przejeżdżający obok samochód.
 -Daj spokój, ja i tak wtedy nie mogłam.Jak poszło? - Pod drugiej stronie telefonu usłyszałam zaspany głos przyjaciółki.Wywróciłam teatralnie oczami wyczuwając jej zmęczenie.Odkąd wyszłam z domu mogło minąć góra dziesięć minut, a więc była 9:30.Jak można tyle spać?Ja bym tak nie potrafiła.Przecież sen to w sumie strata czasu.Człowiekowi i tak zabraknie życia żeby zobaczyć wszystko na tym świecie, a sen sprawia, że możliwość zobaczenia czegoś wyjątkowego spada o kilka procent.Podczas gdy inni śpią ja wymykam się z domu i patrzę na świat.Genialne uczucie, na prawdę polecam.Na ulicach nie ma nikogo, słońce powoli wstaje, jakby zmuszało się do tego aby zsyłać nam swoje promienie.Obserwujesz jak wszystko budzi się do życia po kolejnej nocy.
 -Całkiem nieźle, chyba. - Odpowiedziałam po chwili zdając sobie sprawę że moje myśli krążą gdzieś daleko stąd.
 -Może zajmiesz się tym na poważnie? - Usłyszałam jej cichy chichot i sama uśmiechnęłam się do siebie.
 -Wątpię, ale kto wie.
 -Mam nadzie... - W tym momencie kontakt się urwał.Szlag by to trafił.Butki telefoniczne mają niezliczoną ilość wad.Nie dość, że jeśli chcesz do kogoś zadzwonić musisz wyjść z domu to jeszcze masz określony czas, w którym musisz zdążyć wszystko przekazać swojemu rozmówcy.Nie ma mowy o babskich ploteczkach.Odłożyłam słuchawkę i skierowałam się w stronę domu.Miałam to szczęście, że od mojego domu do telefonu było zaledwie sto metrów.
 Weszłam do domu i po cichu, tak żeby nie obudzić mamy zdjęłam buty.Może to się wydać dziwne, że w wieku dwudziestu lat mieszkam z mamą, ale nie mogłam jej tak zostawić.Bardzo chorowała, a na dodatek po śmierci ojczyma czuła się bardzo samotna.W przeciwieństwie do mnie.Głupio to zabrzmi, ale cieszę się, że już go nie ma.Nie był dobrym człowiekiem, a mama zupełnie do niego nie pasowała.Jest najmilszą osobą jaką znam.Wszystkim chciała pomóc, tylko sobie nie umiała.Kiedy ojciec nas zostawił załamała się, wyszła za pierwszego-lepszego faceta, który okazał się być zły wyborem.
 Zaczęłam szykować śniadanie dla mojej rodzicielki.Nastawiałam właśnie wodę na herbatę kiedy usłyszałam czyjeś kroki w korytarzu.Zaraz potem poczułam jego dłonie na moich ramionach.
 -Cześć Viki - Szepnął mi na ucho i pocałował w policzek.Z biegiem czasu jego usta zaczęły całować moją szyję.Przez chwilę cała oddałam się tym pieszczotom i odchyliłam głowę do tyłu opierając ją o jego ramię.Po chwili wymknęłam się jednak z jego objęć.
 -Przestań, mama jest w domu - Powiedziałam zalewając wodą torebeczkę z herbatą malinową.David słysząc to westchnął głośno wywracając przy tym teatralnie oczami i opadł na krzesło stojące przy stole.
 -Twoja mama zawsze jest w domu - W jego głosie można było wyczuć nutkę poirytowania.
 -Przeszkadza ci to? - Zapytałam kładąc na środku stołu talerz pełen kanapek.Usiadłam na przeciwko niego i spojrzałam mu w oczy.
 -Tak, żebyś wiedziała, że tak.
 -Słucham?
 -Jesteśmy ze sobą prawie od roku, a jeszcze tego nie robiliśmy.Zawsze jest jakieś "ale", ale mama jest chora, ale mama usłyszy.Męczy mnie to, poza tym to nie jest normalne. - Powiedział to wszystko na jednym oddechu.Starał się na mnie nie patrzeć.Nienawidziłam kiedy ludzie rozmawiając ze mną nie patrzyli mi w oczy.
 -Tu nie chodzi o mamę.Mówiłam, że nie jestem jeszcze gotowa.Poza tym...David do cholery jesteś ze mną tylko dlatego żeby się ze mną przespać? Tylko na tym ci zależy?
 -Wiesz, że tak nie jest.- Był wściekły.Posądziłam go o coś, a on tego nie znosił.
 -No właśnie teraz mam wątpliwości. - Warknęłam.Jeszcze nie krzyczałam.Mnie bardzo trudno wyprowadzić z równowagi.
 -Wyjaśnij mi o co chodzi - Krzyknął.Przyzwyczaiłam się już do tego.Często krzyczał.
 -Tutaj nie ma czego wyjaśniać - David wstał od stołu tak gwałtownie, że szklanka z herbata stojąca obok niego przewróciła się.Nawet nie zwrócił na to uwagi.
 -Dlaczego nie możesz być taka jak inne dziewczyny?
 -To sobie znajdź taką jak inne! - W tym momencie do kuchni weszła moja mama jak zawsze uśmiechnięta.David znowu wywrócił oczami.Zacisnęłam usta w cienką linię i uderzyłam otwartą dłonią w stół z całej siły.Tego było za wiele.Wszystko, tylko nie brak szacunku dla mojej matki, a taki gest właśnie o tym świadczył.
 -Wyjdź - Powiedziałam spokojnym, ale stanowczym głosem.Chłopak spojrzał na mnie, na moją mamę i bez słowa wyszedł trzaskając za sobą drzwiami.Opadłam na krzesło i westchnęłam głęboko.
 -Coś się stało? - Zapytała mama ścierając rozlaną herbatę ze stołu.Podeszłam do niej i wyciągnęłam z jej pomarszczonej dłoni ścierkę.
 -Nie, wszystko ok - Skłamałam i skończyłam ścierać stół.Jadłyśmy śniadanie w zupełnej ciszy.Nie powiem, czułam się głupio.Mama na pewno słyszała tą całą kłótnię z Davidem.Na szczęście była na tyle delikatna i wyrozumiała, że nie ciągnęła tematu i o nic nie pytała.Dzwonek do drzwi sprawił, że niechętnie wstałam z krzesła i poszłam otworzyć.Domyślałam się kim mógł być mój gość.Szarpnęłam za klamkę.
 -Nie chcę teraz z tobą rozmawiać.Daj mi spokój! - Dopiero po chwili spojrzałam na przybysza, którym, jak się okazało wcale nie był mężczyzna z którym przed chwilą się pokłóciłam.Za progiem stał basista Guns'n'Roses z dziwną miną.
 -No wiesz, ja też za tobą nie przepadam, ale nie musisz być taka bezpośrednia - Przeklęłam się w duchu patrząc na Duffa, który trzymał w rękach jakiś mały pakunek.Nabrałam powietrza do płuc i powoli wypuściłam je ustami.
 -Sorry, myślałam, że to mój... - W porę ugryzłam się w język.Zamknęłam oczy i oparłam się o futrynę.
 -Dokończ - Poprosił.Nie mam pojęcia co w tamtej chwili strzeliło mi do głowy, ale mimo to, że za nim nie przepadałam skończyłam wypowiadane zdanie.
 -...mój chłopak - Powiedziałam cicho, ale na tyle głośno, aby mógł to usłyszeć.Blondyn zmarszczył brwi i zacmokał kilka razy.
 -Kryzys miłosny?
 -Nie będę ci się zwierzała.Co chcesz? - Duff wzruszył ramionami tak jakby w ogóle go to nie obchodziło o wyciągną paczuszkę w moją stronę.
 -Kaseta z nagraniem, album i dwa bilety na nasz koncert gratis - Wyszczerzył się wkładając ręce do kieszeni spodni.Obejrzałam pudełko z każdej strony i oddałam je chłopakowi.
 -Nie oszukujmy się.Wolałabym otrzymać wynagrodzenie w postaci pieniędzy.Przepraszam, że to mówię...
 -Nie przepraszaj.Kasa też będzie, ale chłopakom bardzo zależy żebyś to wzięła i przyszła na koncert - Ponownie wcisnął mi do ręki moje "wynagrodzenie" i oparł się jedną ręką o ścianę domu.
 -Może wejdziesz na herbatę? - Zaproponowałam po dłuższej chwili krępującego milczenia.Usłyszałam jego śmiech.Przeczesał sobie włosy palcami i powiedział.
-Nie próbuj być na siłę miła.Nigdy.Poza tym chyba nie nadajemy się do wspólnych pogawędek - Puścił do mnie oczko i odszedł unosząc dłoń w geście, który miał imitować machanie.Słyszałam jeszcze jak cicho gwizdał pod nosem wchodząc do samochodu, w którym czekała na niego reszta chłopaków z zespołu.

_______________________________________________________
Czytasz=komentujesz
Naprawdę, wasze komentarze i porady bardzo mi pomagają i mnie motywują :)

niedziela, 1 marca 2015

Rozdział 1 "-Niech szanowny pan Duff się w końcu zamknie..."

Godzina dwunasta w samo południe.Wszyscy jeszcze spali.Nic dziwnego skoro wczoraj dali taki koncert.To miasto pewnie będzie go długo wspominać.Obudził ich dopiero dźwięk ich domowego telefonu.Nikt nie śpieszył się do tego aby go odebrać, a telefon nie odpuszczał.W końcu mężczyzna z ciemnymi, kręconymi włosami, które zasłaniały mu prawie całą twarz łaskawie wyszedł z łóżka i podniósł słuchawkę.
 -Gdzie wy jesteście? - Po drugiej stronie usłyszał skrzeczący głos, który sygnalizował, że jego właściciel jest nieźle wkurzony.
 -Jak to gdzie? W domu - Odpowiedział masując się po czole.
 -W domu?! W domu?! Gówniarze, marnujecie mój czas! Daje wam pół godziny, inaczej zrywam kontrakt
 -O fuck, Gilbert, sorry, zapomnieliśmy, zaraz tam będziemy.
 -No ja myślę! Macie przynajmniej aktorkę?
 -...Mamy - Mężczyzna nie usłyszał już odpowiedzi.Odłożył słuchawkę i chwilę siedział ze zmarszczonym czołem.Wyglądał jakby go coś bardzo bolało.
 -Wstawać Pajace! Mamy pół godziny, Szeryf się wkurzył! - Krzyknął na cały dom.Nie musiał dwa razy powtarzać.Inni członkowie zespoły najwyraźniej też sobie przypomnieli, że byli dzisiaj umówieni, bo jak poparzeni zerwali się z łóżek.Zaczęli na opak naciągać na siebie ubrania, nie ważne czy swoje, czy nie swoje, ważne żeby byli ubrani.Wszyscy naraz wbiegli do łazienki żeby się umyć.Miotali się po całym domu w poszukiwaniu instrumentów, majtek, koszuli, skarpetek, wszystkiego dosłownie.
 -Izzy, oddawaj moje skarpetki! - Wrzasnął wokalista rzucając się na kolegę i wyszarpując mu z reki dwie podarte skarpetki.
 -Axl, stary, ty to się nadajesz do leczenia - Odpowiedział ze śmiechem Stradlin wkładając buty na bose stopy.Po kilku minutach wszyscy byli już gotowi.Co prawda nie wyglądali zbyt fajnie w pogiętych koszulach czy niewypranych po wczorajszym koncercie koszulkach, ale przynajmniej mogli już jechać.
 -Potrzebna nam jeszcze aktorka - Przypomniał sobie Slash patrząc z zainteresowaniem na to co działo się za szyba samochodu.
 -Co?! Duff, przecież miałeś ty załatwić jakąś laskę - Krzyknął zdenerwowany Steven hamując przy tym gwałtownie.
 -Stary, ty patrz na ulice lepiej - Powiedział ze spokojem Slash zapalając papierosa.On zawsze miał wszystko gdzieś.Albo po prostu sprawiał takie wrażenie.Poniekąd był to całkiem niezły sposób na życie.
 -Mogliście mi o tym przypomnieć - Odpowiedział blondyn szarpiąc struny swojej gitary i co jakiś czas kręcąc pokrętłem na końcu gryfu.
-Spokój, panowie.Zaraz się coś wymyśli - Mruknął Izzy próbując za wszelką cenę próbował ogarnąć swoje włosy, których nie zdążył uczesać przed wyjściem i które wyglądały gorzej niż zwykle.
 -To myśl szybciej, bo dojeżdżamy - Rzucił któryś z panów w stronę kolegi, który teraz był ślepo zapatrzony w coś za oknem.Niedługo zaparkowali obok dość dużego budynku z dużymi, przeszklonymi drzwiami i równie dużymi oknami, w których można było dostrzec tandetne, sztuczne kwiatki.Prawie wszystkie jego ściany były poobklejane wielkimi plakatami zapowiadającymi koncerty.Przy drzwiach stała ogromna, plastikowa donica z czymś w rodzaju choinki.Muzycy udali się do drzwi wąskim, krzywym chodnikiem i po ładnie zrobionych, najprawdopodobniej nowych schodach weszli do środka.
 -Nareszcie! - Powitał ich zachrypnięty głos należący do grubego, niskiego i bardzo eleganckiego mężczyzny, który z twarzy był podobny do szpaka.
 -Gdzie wasza aktorka? - Zapytał uważnie im się przyglądając.Westchnął głęboko odwrócił się i milczał.Cisza przed burzą to dobre określenie w tym wypadku, bo po chwili jego twarz zrobiła się cała czerwona, widać mu było chyba wszystkie żyły, a jego małe oczka jakby trochę podeszły krwią.
 - Co wy sobie wyobrażacie? Że wam wszystko można, bo jesteście jednym z najlepszych zespołów w tym kraju?! Co ja mam do cholery teraz zrobić? Mamy nagrywać teledysk bez aktorki? Jak wy to sobie wyobrażacie?! Marnujecie mój czas, jak tam dalej pójdzie to stoczycie się na samo dno! - Wyszedł do swojego gabinetu ciągle mamrocząc coś pod nosem.Zostali w holu zupełnie sami.
 -Brawo panowie, brawo - Mrukną Slash rozsiadając się w jednym ze skórzanych foteli rozstawionych wokół szklanego stolika.Gilbert wyszedł ze swojego gabinetu i gestem ręki nakazało aby poszli za nim..Wdrapali się po krętych schodach do dużego pokoju z wielkim łóżkiem, tarasem i kilkoma gitarami, które spokojnie spoczywały na stojakach.
 -Aktorka, która u nas pracuje nie może przyjechać.Powiedziała, że jej znajoma ma teraz czas, jednak nigdy nie brała udziału w niczym podobnym.Nie grała nawet w żadnym przedstawieniu w szkole, przedszkolu czy czymkolwiek innym. - Powiedział wyjmując ze schowka kamerę i cały sprzęt potrzebny do nagrywania.
 -Będziemy pracować z amatorką?! - Oburzył się Steven unosząc brwi do góry w geście zdziwienia.
 -Takie są konsekwencje nieodpowiedzialności - Odpowiedział gruby facet patrząc na zegarek.
 -Powinna być za jakieś 20 minut - Mruknął i ponownie zostawił ich samych.
 [...]
 -Dzień dobry - Powiedziałam wchodząc do holu.Odpowiedziała mi głucha cisza.Dopiero po chwili drzwi jakiegoś gabinetu otworzyły się i wyszedł zza nich przysadzisty mężczyzna, trochę łysiejący.
 -Witam panią.Pani jest pewnie znajomą Rose? - Kiwnęłam twierdząco głową na co mój chwilowy pracodawca uśmiechnął się szeroko.
 -Gilbert Johnson
 -Viktoria Black -Przedstawiliśmy się sobie i poprowadził mnie na pierwsze piętro gdzie czekała jakaś grupka mężczyzn.
 -Guns'n'Roses, Pani Viktoria, poznajcie się - Wszyscy naraz do mnie podeszli i uścisnęliśmy sobie dłonie.Gilbert zostawił nas na chwilę i mogliśmy sobie trochę pogadać.Jako zespół znałam ich już dużo wcześniej.Kto ich nie znał? Jednak jakoś nie za bardzo ich słuchałam, ani nie interesowałam się ich  życiorysami.Wydawali się być całkiem mili.
 -Zaczynajmy! -Pan Johnson wpadł do pokoju jak burza i chwilkę pokręcił się przy sprzęcie.
 -Macie jakiś pomysł? - Zwrócił się do chłopaków.
 [...]
 -Stop! Co ty sobie wyobrażasz? - Krzyknęłam zrywając się z łóżka i patrząc ze wściekłością na blondyna, który chyba nie za bardzo zdawał sobie sprawę za co oberwał.
 -Cięcie!O co chodzi? - Gilbert wyłączył na chwilę kamery i podszedł do nas czekając na wyjaśnienia.
 -Właśnie nie wiem!Ona jest jakaś dziwna - Powiedział gitarzysta splatając ręce na piersiach i wygodniej układając się na łóżku.
 -Viki?
 -Zagląda mi w cycki!
 -Bo grasz dziwkę? - Wykrzyknął Duff.
 -Bo on jest mężczyzną? To naturalne - Izzy próbował bronić kolegi.Reszta zespołu stała i śmiała się patrząc na nas.
 -Bo masz fajne cycki - Dodał Slash zanosząc się śmiechem najbardziej z nich wszystkich.Kiedy Duff usłyszał słowa kolegi z zespołu jego kąciki ust nieco podniosły się ku górze.Wstał i przybił mu "piątkę" na znak, że docenił jego tekst.
 -Viki, o o chodzi? Duff odgrywa swoją rolę.
 -To niech się tak nie wczuwa! - Odpowiedziałam stukając paznokciem w blat stołu.
 -Możemy kontynuować? Czy szanowna pani Viktoria znowu ma jakieś ale? - Zapytał McKagan ponownie kładąc się na łóżku.
 -Niech szanowny pan Duff się w końcu zamknie, bo inaczej będzie musiał sobie szukać innej aktorki. - Odpowiedziałam siadając obok niego i przygotowując się do kolejnego ujęcia.
 -Aktorki...Ty nawet amatorką nie jesteś - Mruknął pod nosem.Spojrzałam na niego tak wściekłym wzrokiem, że gdyby zabijanie spojrzeniem byłoby możliwe leżałby już pewnie martwy.Spokojnie wstałam z łóżka , nałożyłam koszulkę i zaczęłam nakładać spodnie.Nie żebym była naga.Grałam prostytutkę, a co się z tym wiąże musiałam mieć odpowiedni strój.
 -Ej Viki, daj spokój - Powiedział Axl zabierając mi z ręki spodnie.Wyrwałam mu je i wciągnęłam na siebie.
 -Ja wcale nie muszę grać w tym teledysku, skoro wasz kolega tego nie chce - Powiedziałam wiążąc włosy w kucyk.Chwyciłam swoją torebkę i już miałam schodzić na parter kiedy na drodze stanął mi Slash.Uśmiechnął się szeroko, zabrał mi torebkę i lekko pociągną za ramię w stronę krzesła.Usiadłam, a on kucnął przede mną.Wyciągnął z ust papierosa i spojrzał na mnie.Bynajmniej tak mi się wydawało, nie jestem pewna czy na mnie spojrzał, bo jego oczy były zasłonięte burzą włosów.
 -Viki, słuchaj.Jesteś naszą jedyną nadzieją.Bez ciebie nie nagramy tego teledysku, a na Duffa nie zwracaj uwagi.Taki ma charakter, ale w gruncie rzeczy to fajny chłopak.Miewa swoje humorki i tyle.To co? Wracamy do pracy? - Westchnęłam głęboko i zmusiłam się do lekkiego uśmiechu.
Po chwili byłam gotowa do nagrywania kolejnego ujęcia do teledysku.
 Pracowaliśmy do późnego wieczora.Wyszliśmy stamtąd gdzieś koło 22:30.Padałam z nóg.Niby to nic takiego, odgrywanie jakiejś roli w teledysku, ale jakby dodać do tego wszystkie sprzeczki z chłopakami i Gilbertem, dodać mój "profesjonalizm" to wyjdzie z tego kupa dobrej roboty i zmęczenia.Chłopcy zaproponowali, że mnie odwiozą jednak do domu nie mam daleko, poza tym nie chciałam robić im kłopoty, dlatego postanowiłam, że przejdę się sama.
 -Jak już coś z tego wyjdzie to damy ci znać! - Krzyknął przez uchylone okno Steven i odpalił samochód.
 -I masz u nas cały album za free - Dodał Izzy machając mi na pożegnanie.Uśmiechnęłam się do nich i ruszyłam ciemną alejką w kierunku swojego mieszkania.

____________________________________________________
I jest jedyneczka :) Jak się podoba? Komentujcie, komentujcie, to bardzo motywuje :) Dawajcie też linki do swoich blogów, chętnie wpadnę.Do następnego ;*


niedziela, 22 lutego 2015

Cześć :D
Szczerze powiedziawszy to nie wiem o tu mam napisać.
Coś o blogu hmm...Będzie to blog o zespole Guns'n'roses i żeby nie było nie jestem jakąś ich psychofanką.Po prostu lubię ten zespół i lubię pisać :)
Myślę, że posty będą pojawiać się co tydzień, mam taką nadzieję.
I tyle
Zapraszam do czytania i komentowania ;)